Tchnienie wiary
  • Główna
  • Miłość
  • Prawda
  • O Bogu
  • Adopcja

Mrok

  • Prawda
Modlitwa
FOT. FACEBOOK/CLAUDIA ALEJANDRA MORA ABANTO

Moja droga do Boga jest ciągłą podróżą z mroku ku światłu. Jest szukaniem Go, jest częstym wołaniem o ratunek. Jest ciągłą walką ze sobą, walką o dobro dla innych i siebie. Są bitwy wygrane i przegrane. I jest wojna, która już została wygrana. I to proces, który trwa i będzie trwał. A jednocześnie dla mnie to coś, co jest koniecznością, musem. Bo jeśli nie będę przy Bogu, to przepadnę, zlecę momentalnie. Niedawno usłyszałem takie słowa: trzymając się światła, nie ogarnie Cię ciemność. I to jest jedno z ważniejszych powodów mojej postawy i priorytetów w życiu.

Wierząc w Boga, wierzy się jednocześnie w świat, zasady i sprawy, których po ludzku prawie nie widzimy. W działania istot zarówno nam przychylnych, jak i tych, które nam szkodzą i spychają wciąż głębiej w ciemność. Ale większość ludzi nie widzi ani Bożego światła, ani ciemności i mroku, w jaki wchodzą często niezależnie od po ludzku sytuacji życiowej. Jednym z największych sukcesów zła w dzisiejszych czasach jest ukrycie się i niezauważalność jego działań. Ludzie są prowadzeni, jak samolot przez zepsutego autopilota. Jak mówi jeden z praktyków wiary, jak ja mówię, to idealny lot w stronę miejsca katastrofy. Ani piloci, ani pasażerowie, czy obsługa nie zdają sobie sprawy z minimalnego obniżania lotu i góry, która czeka na końcu. Myślę, że w bardzo dużej mierze cały ten świat jest właśnie tak prowadzonym samolotem.

I ja byłem takim człowiekiem. Mnie Bóg nie przyprowadził do siebie przede wszystkim przez przekonanie mnie, przez Kościół, Słowo Boże, cud w życiu, czy inną sprawę. W moim życiu moje decyzje, ludzie, których spotykałem i moje grzechy doprowadziły do sytuacji, że nie wiedząc i nie uświadamiając sobie tego byłem prawie w całości pod panowaniem zła. W momencie, gdy mimo to zacząłem myśleć, czy cokolwiek robić w stronę wiary, Boga, czy naprawy życia zło zaatakowało, odkryło się, pokazało, co potrafi robić z kimś, kto dał mu swoimi grzechami takie prawo. zły zaczął mnie gnębić, straszyć, pokazywał iluzję wielkiej mocy i siły, jaką niby ma. Ale Bóg był przy mnie, nawet w najgorszych chwilach, koszmarach, które przechodziłem każdego dnia. Dał mi, jak rozdaje każdemu innemu człowiekowi, nitkę nadziei wyjścia z tego, wyprowadzenia do prawdziwej wolności, uwolnienia. Trwało to kilka lat, modlitwy, spowiedzi, Eucharystii, walki duchowej w moim sercu i myślach. Jego wsparcia i pomocy w najgorszych chwilach. I trwa wciąż. To nie jest proces zamknięty. I pewnie do końca mojego życia, dopóki jestem w tym ludzkim, wypaczonym przez grzech świecie, to będzie trwało.

Czasem Bóg pokazywał mi też, kiedy jakieś zło się zaczęło, kto mi je „przekazał”. Tak, także trochę w kontekście mojego pierwszego wpisu, było z odczuciem mroku. Przez wiele lat, czasem raz na jakiś czas a w największym apogeum codziennie gdy zasypiałem, to poza innymi przerażającymi sprawami, miałem poczucie wpadania w mrok, zapadania się w jego głębinę. W złowrogi mrok, a nie po prostu w ciemność. Zapadania się mając pełną świadomość, że nie śpię, że wciąż jestem sobą. I najgorsze, z niemożliwością przerwania tego, tak, jakbym tkwił w tym, jak we śnie z jednoczesną niemożliwością przerwania, czy wyrwania się z tego. Do tego z poczuciem sparaliżowania całego ciała, jakbym tkwił zatopiony w twardej gumie. Jedyne, co mogłem zrobić, to ciągła modlitwa. Po jakimś, często bardzo długim czasie modlitwy, traciłem świadomość i budziłem się rano. Nie wiedziałem przez większość czasu, dlaczego tak się dzieje, co zrobiłem, czy czym to zacząłem. Czyli czego, jakiego grzechu, czy zdarzenia jest to konsekwencja. Prosiłem Boga o odpowiedź.

W końcu otrzymałem odpowiedź, dokładniej przypomnienie. Przypomnienie nocy, kiedy pierwszy raz przyszedł do mnie taki mrok. Nocy, gdy wydarzyło się zło, a każde zło ma konsekwencje. Czasem całożyciowe, których bez Boga, teraz to wiem, nie da się wymazać i przerwać. To był czas, gdy nie wiedziałem nic o życiu duchowym, o grzechach i ich konsekwencjach. Nic o prawdziwych zasadach rządzących tym światem. Światem, którego większości nie widzimy, nie badamy, nie znamy zasad. Nie znamy, bo większości to nie obchodzi dopóki nie odczują tego na własnej, czy bliskich skórze.

Aby to podsumować. Aby dać nadzieję Komuś, kto szuka rozwiązań, odpowiedzi, ratunku. Jest absolutnie zawsze nadzieja, jest absolutnie zawsze czekająca na każdego przyjacielska Boża dłoń, która może wyciągnąć z każdego dziadostwa, w które się wdepnęło. Zmazać zło, jakie się dokonywało i jego konsekwencje.

7 lipca, 2020 Piotr

Post navigation

Tam i z powrotem → ← Inny początek…

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kalendarz

lipiec 2026
NPWŚCPS
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
« sty    
Powered by WordPress theme Stained Glass